„Sekrety urody Koreanek” – czy jeszcze warto to kupić? Oraz trzy straszne historie. O pielęgnacji skóry.

/
14 Comments

Jest szansa, że nie masz książki Charlotte Cho. Jeśli jednak przeglądasz Internety i blogi urodowe, zapewne miałaś (-łeś?)  szanse przeczytać dziesiątki recenzji. Dodaj do tego czytanie blogów naszych polskich i zagranicznych guru koreańskiej pielęgnacji i możesz myśleć, że wszystko za Tobą. Ale czy aby na pewno?

Ta niepozorna różowa książeczka kryje w sobie wiele mądrości. Niektórych z nich nie znajdziesz na pierwszych lepszych blogach. Gdy będziesz mieć tyle lat, że wyglądanie młodziej naprawdę będzie mieć duże znaczenie (nawet jeśli teraz nie wydaje się to być ważne. Pff, kogo obchodzi, że biorą Cię za 40. Może i jesteś przed 30. Co z tego?)*, może być za późno na cofnięcie czasu bez pomocy chirurga i pokaźnego pliku gotówki.

Niewątpliwym plusem „Sekretów” jest to, że możesz wszystko znaleźć w jednym miejscu. Prawda nie zawsze bywa słodka jak kolor okładki polskiego wydania. Przeczytasz, postawisz na półce. Ale gdy będziesz chciała wrócić i coś sobie przypomnieć – ONA będzie na Ciebie czekać. O ile nie ukryjesz jej w jakimś „bezpiecznym miejscu”. Niedawno zrobiłam tak z moimi okularami przeciwsłonecznymi i od jakiś dwóch tygodni nie mogę ich znaleźć. L

Może Ci się wydawać, że w ciągu najbliższych kilku lat nie wybierzesz się do koreańskiego spa, ale noce polarne nie obowiązują przez cały rok na całym świecie. Nawet w zimę jesteś narażona na promienie słoneczne.

Owszem, możesz w książce znaleźć chemiczne dzikie węże, ale jest ich na tyle mało, że nawet jeśli ledwo zdawałaś z chemii i masz na nią alergię – nie obawiaj się. Guru Charlotte jest miłosierna.

Plusem jest to, że Charlotte porównuje to, co wpajano jej w Ameryce z tym, czego doświadczyła w Korei. Dzięki temu możesz łatwo dostrzec swoje błędy (niestety, ale jesteśmy w grupie amerykańskiej) i wprowadzić zmiany. Ponadto kładzie ona nacisk na dbanie od wewnątrz (ta sytuacja gdy, tak jak ja, znasz osobę z problemami skórnymi, która ewidentnie chodzi wytapetowana i aż Cię palce świerzbią, aby nią potrząsnąć i w brutalny sposób uświadomić…) i uspokaja, że nie trzeba wydawać majątku na kosmetyki (wewnętrzny racjonalny konsument się cieszy!).

Swój egzemplarz dostałam dzięki uprzejmości Ingi B. i wydawnictwa Znak. Bardzo dziękuję. <3 :d="" abym="" ale="" ch="" czar="" ga="" k="" ksi="" mimo="" naby="" o:p="" t="" tnie="" urodomaniaczki.="" w="" wiecie="" wszystko="">

* trochę przesadzam. Ale to ładnie obrazuje wszystko. :D
Nie, nie cierpię na zbieractwo!

A teraz trzy sytuacje z którymi się spotkałam, niekoniecznie osobiście. A które przeczą świadomemu dbaniu o skórę i mogą obudzić ze słodkiego snu o skórze bez zmarszczek.

Aby móc spać potem bez obaw nie czytaj poniższego tekstu bez kremu nawilżającego na twarzy.

Jakiś czas temu (liczony w latach) spotkałam się z osobą, która ewidentnie kładła się spać z makijażem na pyśku (nie, to nie ja! Nawet pod wpływem procentów mniej lub bardziej skutecznie zmywam make up) i na moje oburzenie zareagowała stwierdzeniem, że chce pobyć piękna dłużej. Nie wiem czy to był żart, ale zmyła do dopiero rano…A może poprawiła? Już nie pamiętam. Ostatkiem sił powstrzymałam się przed nocnym atakiem demakijażu. Urody jej naprawdę nie brakowało (i nie brakuje).  Myślałam, że to spanie w makijażu krąży w Internetach jako odpowiednik strasznych historii o duchach. Brrr.

Kolejnym cios cegłą miał miejsce w czasie, gdy byłam w drugiej bądź trzeciej liceum. Zmarszczki pod oczami i kurze łapki u rówieśniczki skutecznie przekonały mnie do stosowania kremu pod oczy już w tym wieku. Czas tyka…

Słońce. Czemuż ty świecisz? Jako dziecko uciekałam przed mamą i arsenałem, na który składał się krem z filtrem. Teraz raczej uciekam przed promieniami. Nadal macie wątpliwości czy warto stosować krem z filtrem? Jako przykład podam sytuację koleżanki. Słoneczna Italia, dużo czasu spędzonego na zewnątrz. Wystarczyło młodej osobie (wtedy jeszcze przed 20stką) spalić sobie twarz. Nadal cierpi z tego powodu, a minęły przynajmniej dwa lata od tego zdarzenia. Na szczęście teraz ma mnie. :D Nie, nie chodzę przed nią jako parasol. U-ś-w-i-a-d-a-m-i-a-m-y. Co prawda dopiero gdy kosmetyczką ją pouczyła to zaczęła się słuchać.

A Wy macie jakieś straszne historie o pielęgnacji skóry? J

Pozdrawiam,
Szczera Marchewka

 
Uczcijmy tę lekcję koktajlem bananowym! 


You may also like

14 komentarzy:

  1. Cieszę się, że książeczka w końcu się u Ciebie pojawiła ;) a ze strasznych historii - sporo lat temu poparzyłam sobie dekolt, na szczęście wszystko zeszło, ale trwało to dobre pół roku. A najlepsze jest to, że wtedy po prostu zapomniałam się posmarować... Od tej pory nie zapominam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na własnych błędach się człowiek najlepiej uczy. :)

      Usuń
  2. W makijażu spać? Oo biedna cera :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na starość pewnie będzie widać skutki. :(

      Usuń
  3. Nie mam tej książki, ale w księgarni na pewno do niej zajrzę:)
    Co do strasznych kosmetycznych historii to muszę się tu pokazać od strony sprzedawcy kosmetyków do pielęgnacji. Mam wielki problem uświadamiania klientów na temat stosowania kremów przeciwzmarszczkowych. Wyobraźcie sobie, że nadal są takie panie, które obrażają się bo im taki proponuję. Nie, one chcą nawilżający, bo przecież nie potrzebują przeciwstarzeniowego działania. A krem pod oczy? A po co? Przecież można się posmarować tym, co jest do twarzy. Ratuję się wtrąceniem, że mam 25 lat i używam kremu pod oczy dla 40latek, czasem pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Aż ciężko w to uwierzyć, że po świecie chodzą takie osoby... Dla mnie smarowanie okolicy pod oczami tym samym kremem, co do twarzy to świętokradztwo. :(

      Usuń
  4. Od ponad 5 lat stosuję azjatycką wieloetapową metodę pielęgnacji twarzy, która w dużej mierze pokrywa się z metodą zawartą w książce i jestem bardzo zadowolona z efektów jej działania ! Metodę poznałam dzięki koleżankom z Chin, Korei i Japonii z którymi mieszkałam i studiowałam :) pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większość z nas nie ma możliwości na takie poznanie pielęgnacji, dlatego książka jest przydatna. :)

      Usuń
  5. Koreańskie i japońskie sposoby dbania o urodę już jakiś czas temu mnie znudziły. Teraz postawiłam na ziółka i kosmetyki rosyjskie. Mojej skórze jest z tym zdecydowanie lepiej. :)
    Co do tych historii... Widziałaś kiedyś utrwalanie makijażu lakierem do włosów? Ja widziałam.

    Pozdrawiam - Andzik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie widziałam, ale różne są na tym świecie pomysły. :)

      Usuń
  6. Staramy się pielęgnować nasze twarze jak możemy. Dodamy, że mamy cerę naprawdę tłustą z dużą skłonnością do wyprysków i mimo, że staramy się dbać o nią jak najlepiej zarówno od zewnątrz jak poprzez zdrową dietę, niestety one nadal się pojawiają (teraz wreszcie trafiłyśmy na tonik z wit. C, który poskromił naszą skórę :D). Tak, stosujemy dość ciężki, matujący i kryjący makijaż i gdyby ktoś powiedział nam "w brutalny sposób", że np. w ten sposób o siebie nie dbamy, byłoby nam bardzo przykro. Nie ukrywamy, że nie stosujemy się zapewne do etapów pielęgnacji dokładnie z tej książki bo kosmetyczny świat (aż tak głęboki) jest dla nas czarną magią i bardzo przydałaby nam się osoba z wiedzą na ten temat, która pomimo rad poleciłaby jeszcze dobre kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często od kosmetyczki można takie "prawdy" usłyszeć. W moim przypadku nawet mineralny makijaż nie sprawił, że skóra mniej się zapychała. :)

      Usuń
  7. Hmmm...kiedy byłam dzieckiem to moja mama też biegała za mną z kremami z filtrem a ja ich nie chciałam bo potem się kleiłam xD Kilka lat temu zaczęły robić mi się pierwsze zmarszczki ale jak zaczęłam dbać o skórę to na szczęście zniknęły ^-^

    Zapraszam Na Mojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. :) Chętnie zaglądam na Wasze profile, a co za tym idzie również odwiedzam blogi. Jednak komentarze z "Fajny blog, zapraszam do mnie" do tego zniechęcają. :)