Na nagłe wypadki: krem Sylveco, Alantan oraz Altacet

/
5 Comments
Znacie to uczucie denerwujące, gdy coś was niemiłosiernie boli, swędzi bądź piecze? Na szczęście producenci wychodzą nam naprzeciw. Półki niemal uginają się pod ciężarem produktów, które nie są punktem naszej codziennej pielęgnacji, ale w pewnych sytuacjach okazują się być bardzo przydatne.



Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać kremów Sylveco. Dzisiaj skupię się na jednym, który gości w mojej szafce. Faktycznie, nie używam go często, dlatego starcza na troszkę dłużej. Bywa, że moja skóra potrzebuje dużej dawki nawilżenia i jednocześnie czegoś, co jej nie podrażni. Wtedy na noc używam właśnie kremu brzozowo-nagietkowego z betuliną. Jest wart uwagi, a większą popularnością cieszy się jego lekkie rodzeństwo. :) Ważne jest, aby po jego użyciu nigdzie się nie wybierać, ponieważ jest dość treściwy i świecimy się. Pomimo tej niedogodności, bardzo go lubię, a rano budzę się z bardziej nawilżoną skórą.


Swoją drogą, do napisania tego posta skłoniło wczorajsze użycie maski Todak Todak pack od It's skin. Zakupiłam wersję nawilżającą, która nie spełniła swojego zadania. Zamiast tego skończyłam z zaczerwienioną i swędzącą skórą. Dobrze, że zdecydowałam się na małe opakowanie. Myślę, że za jakiś czas dam temu kosmetykowi ostateczną szansę, ale na razie nie rozstaję się z Alantanem. Zaprzyjaźniłam się z nim niedawno, gdy maść od dermatologa dość mocno podrażniła moją skórę (ostatnio mam jakiegoś pecha). Dostaniemy go w aptece, ja zapłaciłam około 7 złotych.
Wskazania do stosowania od producenta:
„- Leczenie trudno gojących się ran, oparzeń (także słonecznych).
- Leczenie przewlekłych stanów zapalnych skóry przebiegających z nadmiernym złuszczaniem i rogowaceniem (atopowe zapalenie skóry, wyprysk, łuszczyca i inne choroby skóry).
- Leczenie płytkich owrzodzeń, ubytków skóry i błon śluzowych.”
Tani, a bardzo skuteczny. Po paru minutach od nałożenia ukoił skórę, która przestała swędzieć. Niestety, na pewno trochę minie nim zejdzie zaczerwienie. Jest to maść, także ona też pozostawia tłustą warstwę.


I ostatni pomocnik, czyli Altacet. Polecany na obrzęki i stłuczenia. Dla mnie okazał się być zbawieniem po spotkaniu z wenflonem. Podczas dwutygodniowego pobytu miałam je często zmieniane, ale ten pierwszy, który założył na dłoni ratownik medyczny długo o sobie przypominał. Bardzo bolało mnie lekkie dotknięcie nawet po miesiącu, a opuchlizna nie chciała zejść. I właśnie wtedy polecono mi ten żel. Nie pamiętam ile za niego zapłaciłam w aptece, około 20 złotych. Nadał się również na bolesne ukłucia (pobieranie krwi osiem razy w tę samą żyłę nie jest przyjemne). Także jeśli Wy, albo ktoś z waszych bliskich akurat ma takie nieprzyjemności, to warto podsunąć Altacet.

Używacie któregoś z powyższych produktów? A może macie swoich ulubieńców? :)
Pozdrawiam,

Szczera Marchewka


You may also like

5 komentarzy:

  1. dla mnie brzozowy zbyt tłustawy ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też, ale trzymam go właśnie dla takich sytuacji.;D W sumie tylko z tym kremem tego producenta się polubiłam.

      Usuń
  2. mam wszystkie trzy uzywam w nagłych wypadkach:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Altacet kiedyś miałam . Aktualnie używam maści z arniki na bóle kolan a wszelkich żeli raczej się wystrzegam ;) krem z sylveco może być fajny. Mnie ciągle swędzą nogi od proszków itp. i niezawodny okazał się balsam lipidowy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. :) Chętnie zaglądam na Wasze profile, a co za tym idzie również odwiedzam blogi. Jednak komentarze z "Fajny blog, zapraszam do mnie" do tego zniechęcają. :)