Recenzja: A'Pieu Pure Block Natural Daily Sun Cream

/
2 Comments
Wraz z nadejściem bardziej cieplejszych dni, półki sklepowe w dziale z kosmetykami niemalże uginają się pod ciężarem różnych towarów. Mają one nas ochronić przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Producenci kuszą dodatkowymi funkcjami. Wydaje się, że każda marka tylko głowi się nad tym, co nowego zaoferować, żeby zawstydzić konkurencję. Zgrabne opakowania, piękne obietnice i zachęcające kampanie reklamowe mogą przyprawić o zawrót głowy.
Jeśli mamy szczęście i posiadamy cerę, której nie zapcha nawet najbardziej nietrafiony kosmetyk, to mamy naprawdę duży wybór. I nie musimy obawiać się, że po jakimś czasie od nałożenia czeka nas nieprzyjemna niespodzianka, gdy spojrzymy w lustro.Niestety nie zaliczam się do grona tych szczęściarzy. Zniechęcona kosmetykami dostępnymi do kupienia w polskich sklepach, postanowiłam poszukać swojego ideału za granicą.
Na pierwszy ogień poszedł krem od A' Pieu - Pure Block Natural Daily Sun Cream, który może pochwalić się wysokim filtrem, czyli 45.
Krem przyszedł do mnie owinięty w folię, na której umieszczono naklejkę z tekstem. Niestety, po koreańsku. Ciężko jest dokopać się do składu. Dowiedziałam się jedynie, że zawiera ekstrakt z aloesu i arbuza, oraz mieszankę z wyciągów z kwiatów jabłka, limonki, cytryny, śliwki, pomarańczy oraz granatu.
Po odkręceniu miło zaskoczyło mnie zabezpieczenie kolejnym kawałkiem. Dla mnie jest to wielki plus, lubię wiedzieć, że jestem pierwszym użytkownikiem tego opakowania. Swoją drogą jest ono praktyczne, nie musimy się siłować, aby je otworzyć.
No i najważniejsze – krem nie bieli ani nie zostawia tłustej warstwy na skórze. Zdarzyło mi się wyskoczyć tylko z nim na twarzy, nie używałam pudru, aby jako tako wyglądać (jak to miało miejsce w przypadku innych kremów z filtrem) i nie wracałam z błyskiem. Jeśli chodzi o zapychanie, to niczego nie zaobserwowałam, co jest jednym z ważniejszych wymagań, które mam względem każdego kosmetyku.
Zapach z kolei jest lekki i nienachalny. Nie utrzymuje się na skórze.
Jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości, to bije kremy z filtrami, które dotychczas próbowałam. Jego cena to około 40 złotych za 50 ml.
Jednym jego minusem jest to, że, jak to bywa z azjatyckimi kosmetykami, trzeba go zamówić przez internet. Ale nawet jeśli doliczyć do tego koszt przesyłki, to i tak wypada dobrze. Ja swoje opakowanie nabyłam w Azjatyckim Zakątku.
Pozdrawiam,
Szczera Marchewka

P.S Przepraszam za niewyraźne zdjęcie na stronie głównej - ja i blogger próbujemy się zaprzyjaźnić.


You may also like

2 komentarze:

  1. Droga Marchewko,

    A czy próbowałaś może użyć tego kremu pod podkład?
    Czy konsystencja jest na tyle lekka, że jest to możliwe?

    Będę wdzięczna za info :-)

    Pozdrawiam,
    Mimi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mam być szczera to nie pamiętam. Ale wydaje mi się, że trochę mnie zapychał (jak większość z resztą). Jeśli nie masz takiej tendencji to wydaje mi się, że mógłby się sprawdzić.
      Jeśli natomiast masz problem z zapychaniem to może lepsze byłoby rozejrzenie się za czymś o lżejszej konsystencji. Miałam próbkę różowego mleczka (?) z Misshy i zacieram na niego łapki. :)

      Usuń

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. :) Chętnie zaglądam na Wasze profile, a co za tym idzie również odwiedzam blogi. Jednak komentarze z "Fajny blog, zapraszam do mnie" do tego zniechęcają. :)